Taksówką na wojnę

Udostępnij artykuł:

… no dobra, może nie na wojnę, tylko na bitwę. Ale za to jedną z najważniejszych bitew Pierwszej Wojny Światowej. To ona przesądziła o tym jak wyglądał front zachodni, a świat poznał nowy rodzaj wojny – wojnę pozycyjną.

Niemcy, które tylko czekały na zapalnik w rodzaju udanego zamachu na Arcyksięcia Ferdynanda wraz z jego uroczą małżonką, nie pragnęły niczego więcej jak tylko stać się niekwestionowaną potęgą ówczesnego świata. Ograniczając się „jedynie” do planów wobec Francji należy wymienić jej osłabienie, aby nigdy nie mogła powstać ponownie jako mocarstwo, uzależnienie ekonomiczne traktatami handlowymi od Berlina, oraz znaczne ustępstwa terytorialne, rzecz jasna w dużej mierze przybrzeżne wraz z portami (rywalizacja morska z Wielką Brytanią).

Aby osiągnąć wyżej wymienione cele, Cesarstwo Niemieckie świadome zawiązanych sojuszy pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, i przede wszystkim Rosją, było zmuszone do podjęcia tak zwanej „wojny błyskawicznej” autorstwa Alfreda von Schliffena (na jego szczęście nie musiał patrzyć osobiście na efekty w wykonaniu młodszego Moltkego – zmarł ponad półtora roku wcześniej). Zakładała ona podbicie Francji poprzez Belgię, w zaledwie sześć tygodni, poprzez okrążenie Paryża od zachodu i wzięcie stolicy w kleszcze.

Jednak nie wszystko poszło po ich myśli. Termin nie był przypadkowy gdyż, na wschodzie armia Rosyjska szykowała się do wkroczenia na teren Prus Wschodnich, wobec czego dowódcy Niemieccy chcąc za wszelką cenę uniknąć wojny na dwa fronty liczyli się z każdym dniem zwłoki, zmuszając swoich żołnierzy do pokonywania ponad czterdziestu kilometrów dziennie w pełnym rynsztunku.

Naczelny wódz armii francuskiej Joseph Joffre, wysłał wojska do Alzacji, które wraz z Lotaryngią przypadły Niemcom po klęsce pod Sedanem, a które stanowiły drażliwy punkt dla narodu francuskiego. Ostatecznie nie udało się utrzymać na długo dawnych terytoriów, a Joffre poniósł klęskę, lecz tylko pozornie; aby zapobiec zwycięstwu francuzów, niemiecki dowódca Moltke skierował do Alzacji sześć dywizji które pierwotnie miały brać udział w okrążeniu Paryża, osłabiając tym samym prawe skrzydło realizujące główny plan. Niedługo później na wieść o wkroczeniu do Prus Wschodnich wojsk rosyjskich osłabił główne uderzenie o dodatkowe dwa korpusy.

Niemcy realizując swój pierwotny plan napierały na Paryż, ostatecznie przełamując twardy opór wojsk francuskich wspieranych przez Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, które to zdołały jednak zatrzymać oskrzydlenie stolicy i będąc zmuszone do wycofana się w stronę Paryża, spowodowały zmianę kierunku wojsk niemieckich na południe. Niespodziewany obrót wydarzeń połączony z problemami z łącznością radiową spowodował dezorientację w działaniu Niemców. Armia Cesarza Wilhelma zdołała przekroczyć Marnę i stanąć na jej lewym brzegu – u bram Paryża.

W mieście zapanował chaos i panika, podsycane propagandowymi ulotkami zrzucanymi nad miastem przez niemieckich lotników, skutkiem czego wielu możnych wraz z prezydentem i rządem opuścili Paryż – głównie na prowincję lub do Bordeaux. Joseph Joffre wraz z gubernatorem wojennym stolicy Josephem Gallienim natomiast organizowali obronę.

Transport wojska odbywał się za pomocą linii kolejowych, jednak determinację narodu francuskiego odzwierciedlił pomysł Gallieniego, który w celu przemieszczenia jak największej ilości żołnierzy wydał polecenie przewiezienia ich w pobliże frontu walki taksówkami.

Podobno duża liczba taksówkarzy zgodziła się na to od razu, chcąc mieć swój wkład w obronę stolicy, jednak nie obyło się bez przymusowych przejęć samochodów (swoją drogą wszystkie były marki Renault). Rząd francuski uregulował należności wobec kierowców, którzy łącznie przewieźli blisko trzy tysiące żołnierzy. Liczba ta nie robi wrażenia, jednak historycy twierdzą, że mogła ona zaważyć na zwycięstwie Francuzów.

Tym sposobem, być może dzięki wykorzystaniu popularnych „taryf”, na wieży Eiffla nie zawisła flaga Królestwa Prus, a Niemcy nie wygrały całej wojny. Musiały od tej pory prowadzić ją na dwa fronty: w okopach na zachodzie prowadząc wojnę pozycyjną poprzez utrzymanie trwałości linii frontu bez większej możliwości ruchu, oraz na wschodzie gdzie przeniósł się ciężar aktywnej walki z wielką armią Cara Mikołaja II.

Warto przypomnieć, że na pewnym etapie wojny, Austro-Węgry – które przecież były praktycznie całkowicie zależne od Berlina – szukały nowych oddziałów między innymi wśród ludności polskiej, co pośrednio doprowadziło do odzyskania przez nas Niepodległości. Mogły nigdy nie potrzebować tej pomocy, gdyby nie przez wielu dziś nielubiane „złotówy”.

Wojtek Lempart

Źródła:
1) Pajewski Janusz „Pierwsza Wojna Światowa 1914 – 1918” Wydanie II poprawione, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1998
2) Wikipedia

Komentarze Facebook

About Piotr Zelek

Czytam, dociekam, piszę. Zapraszam do kontaktu :)

View all posts by Piotr Zelek →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *